-Co jest, Zee?- odezwał się chrapliwym głosem.
-Krzyczałeś przez sen jakieś pół nocy. Nie dało się cię obudzić.- wytłumaczył brunet. Zmartwione, szare oczy obserwowały z przejęciem jego twarz.
-Co krzyczałem?- zapytał Nath, siadając powoli.
-Nie.- powiedział poważnie Zack.
-Po prostu mi powiedz. To było coś zboczonego? Chcą nas wyrzucić z domu?- uśmiechnął się lekko.
-To było po prostu "nie".- sprecyzował brunet.
-Oh.
-Tylko tyle.- potwierdził.
-I o to tyle zachodu?- prychnął chłopak.
-Postawiłeś na nogi cały dom.- westchnął ciężko Zack.
-Nie wiedziałem, że mam aż tak donośny głos.- zaśmiał się.
-Przestań żartować. To miała być kolejna szopka, którą odegramy, ale robi się dziwnie.- Zack pokręcił głową, wstając z łóżka.
-I tak jest, Zee. Tylko nie mów tak głośno, bo usłyszą...- mruknął w odpowiedzi, również podnosząc się z materaca.
-Okay. Ale nie pozwólmy na to, by ich wyobraźnia miała na nas wpływ. Obiecasz mi to?- zapytał brunet, patrząc na niego uważnie.
-Jasne, nie ulegam wpływom.- puścił mu oczko.
-Tak, racja.- pokiwał głową zgodnie, spuszczając oczy na podłogę.- Po prostu...- zaczął.
-Tak?
-To nie może zajść za daleko. Niech to będzie nasza ostatnia robota.- powiedział pewnie.
-Umowa stoi.- zapewnił go przyjaciel.- I... Zack?
-Hm?
-Zamówmy dzisiaj pizzę, mam niedobór fast-foodów we krwi.- rzucił, po czym obaj zaczęli się śmiać.
-Dla ciebie wszystko.- parsknął Zack, wychodząc do łazienki
Śniadanie przebiegło w niezręcznej ciszy, a domownicy nie spojrzeli ani razu Nathowi prosto w oczy. To byli ludzie żyjący zgodnie z Bogiem, kierujący się zwyczajami przodków- zapewne myśleli, że szatyn został opętany lub coś w tym stylu. Jednak on nie przejął się tym zbytnio. Jedzenie w spokoju nie było takie złe jak zawsze zakładał.
-Przejrzyjmy teraz zdjęcia z wczoraj, a wieczorem wrócimy na miejsce.- zadecydował Nathaniel. Sięgnął do zegarka, by sprawdzić godzinę, ale zapomniał, że nie przekręcił go wczoraj.
-Jest równo jedenasta.- powiedział William, widząc jego zirytowane spojrzenie.
-Dzięki.- rzucił tylko Brytyjczyk, dłubiąc przy pokrętłach z boku.
-Chcesz obejrzeć te zdjęcia z nami, Will?- zapytał Zack, a Nathaniel uniósł głowę na zdrobnienie, które wyleciało z ust jego przyjaciela.
-Jasne, zróbmy to w salonie. Mój ojciec poszedł właśnie odprawiać mszę, więc mamy spokój na jakieś dwie godziny.- wymamrotał cicho William.
-Spokój?- Nathaniel zmarszczył brwi skonsternowany.
-Jest sceptyczny co do tego wszystkiego.- westchnął chłopak.- Uważa, że widocznie tak musiało być, że nie należy złościć tego... Ducha? Czymkolwiek to jest, według niego, powinniśmy pozostawić to w spokoju.- oznajmił, krzywiąc się.
-Naprawdę? Dlaczego, więc wynajęliście nas?- zapytał podejrzliwie Nathaniel.
-Wszyscy w okolicy boją się tego miejsca i po prostu nie mogliśmy już dłużej wytrzymać.- wzruszył ramionami.
-Rozumiem.
Poszli po aparat Zacka, a potem przerzucili zdjęcia na laptop Williama, by lepiej przyjrzeć się szczegółom. Niektóre z fotografii były po prostu mieszaniną czarnych i granatowych plam. Jednak jedno zdjęcie szczególnie przykuło uwagę Nathaniela.
-Robiłeś nam zdjęcia?- zapytał Zacka.
-Nie, dlaczego?- zmieszał się brunet. William przeczesał swoje ciemne blond kosmyki nerwowym odruchem. Cała trójka przyjrzała się lepiej fotografii, którą powiększył przed chwilą Nath.
-Oczy.- wyszeptał szatyn.
Chujnia jak ich mało xD
OdpowiedzUsuń