W czwórkę udali się do ratusza, gdzie dzięki temu, że William był synem tutejszego pastora, mogli do woli przeglądać stare papiery. Spędzili tam ponad godzinę, zanim znaleźli jakąkolwiek wzmiankę o przejeździe kolejowym. Jednak w wypadku nie ucierpiał żaden człowiek, jedynie przewożone wtedy rzeźby kościelne.
-Ile lat może mieć ten duch?- Zack westchnął zrezygnowany.
-Nie mam pojęcia. To może być dwudziesty wiek, ale równie dobrze dziewiętnasty... Kolej już działała.- stwierdził Nath.
-Może chodzi po prostu o miejsce, a nie sposób w który zginęła?- powiedział Aiden.- Może umarła tam, zanim ktokolwiek pomyślał nad położeniem tam torów.- wzruszył ramionami, czekając na reakcję reszty.
-Kurwa, Aiden, nawet tak nie mów.- jęknął Nathaniel, rzucając grubą teczkę na mały stosik.
-To wszystko komplikuje...- oznajmił William, patrząc w okno z zadumą.
Nie odzywali się przez kilkanaście minut, próbując wymyślić coś sensownego.
-Możemy zacząć przeglądać od momentu powstania tutejszego przejazdu, mimo wszystko. Jestem pewien, że to był jednak wypadek kolejowy.- powiedział wreszcie Nathaniel, przerywając ciszę.
-W zasadzie nie mamy nic lepszego, więc...- wzruszył ramionami Will, wyrażając poparcie dla planu Natha.
-Okay, gdzie powinniśmy zacząć?- zapytał Zack, rozglądając się po wnętrzu pełnym teczek i segregatorów.
-To będzie chyba 1860 rok chłopaki... Obawiam się, że to nie to pomieszczenie.- powiedział William, chwytając za wyglądającą na najbardziej zniszczoną upływem czasu teczkę.
-Rok 1900.- przeczytał z okładki.
-Ale macie tu pokój wypchany papierami sprzed 1900?- zapytał z nadzieją Nathaniel.
-Jasne, zaraz obok.- pokiwał głową ciemnooki.
-Świetnie.- skwitował Zack, ruszając do drzwi.
Kolejne pomieszczenie niewiele różniło się od poprzedniego, było może trochę mniejsze i bardziej zagracone... Jednak nadal nie znajdowało się w nim nic przydatnego.
-Może szukamy złej osoby.- mruknął blondyn, wachlując się swoją czapką. William wstał ze swojego miejsca na podłodze i otworzył szeroko okno.
-Też tak myślę, głos nie był zbyt kobiecy...- powiedział Nath.
-Twój głos też nie jest zbyt męski, a mimo to jesteś facetem.- zaśmiał się dźwięcznie Zack.
-Oh, skąd ta pewność?- prychnął Nathaniel oburzony.-Sprawdzałeś?
-Mhm. Kiedy spałeś.- kiwnął twierdząco, po chwili śmiejąc się głośno z miny przyjaciela.
-Dobra, Martin, zajmij się teczkami.- rzucił Nath, uśmiechając się pod nosem.
Po kilku minut, Aiden podskoczył z radosnym okrzykiem, rzucając papierami w Nathaniela.
-Wiedziałem, że to facet! Po prostu nie zdążył do końca napisać swojego imienia!- ucieszył się szatyn, gapiąc się na nagłówek gazety, który mówił: "Alexander Howard nie żyje. Kolej zbiera pierwsze krwawe żniwa". Jego uśmiech zniknął automatycznie, a klatka piersiowa ścisnęła się boleśnie.
-Pokaż to!- rzucił Zack, wyciągając rękę po kawałek papieru.
Szatyn odchylił się do tyłu, chwytając mocniej pierwszą stronę gazety.
-On miał dopiero dziewiętnaście lat.- powiedział smutno, przypatrując się formułce z kondolencjami dla rodziny.
-Niezałatwione sprawy.- powiedział Zack.- Są tam jakieś szczegóły?- zapytał.
-Nie bardzo.- pokręcił głową Nath.- Przydałoby się coś o tym gdzie mieszkali...
-Posiadłość Howardów jest nawiedzona.- powiedział poważnie Aiden, patrząc na Willa.
-Wiecie, gdzie to jest?- zapytał Nathaniel z podekscytowanoem.
-Tak, ale nie wydaje mi się, że możemy tam wejść...- stwierdził William.
-To jakiś zabytek czy coś? Możemy wejść w nocy...- zaproponował Zack.
-Nie o to chodzi.- zmieszał się William.
-Kiedyś próbowaliśmy tam wejść, no wiecie, jako dzieciaki.- zaczął Aiden, przyciskając czapkę do czubka swojej głowy.- Ale tam się nie da wytrzymać!- jego oczy rozszerzyły się zabawnie, kiedy rozłożył z przejęciem ramiona.
-Dlaczego?- Zack zmarszczył brwi, odkładając ostrożnie teczkę, którą trzymał.
-Te dziwne dźwięki, zapach i w ogóle...- powiedział Aiden.
-Dzieci mają bujną wyobraźnię, wiecie...- wzruszył ramionami Nathaniel.
-Może i tak, racja.- wzruszył ramionami Will, sprzątając wokół siebie.
Nathaniel złożył starannie kartkę, po czym szybko wsunął ją do kieszeni, kiedy myślał, że nikt nie patrzy. Uniósł wzrok spotykając się z rozbiawionymi, szarymi oczami przyjaciela.
Uśmiechnął się do niego i skierował do drzwi.
Pisz pipo dalej xd
OdpowiedzUsuń