środa, 8 lipca 2015

Rozdział 6

-Tak, też je widzę.- powiedziała z melancholią Janey.- Są takie smutne.
Chłopcy popatrzyli na siebie nawzajem. Smutne? To przykuło uwagę pani Rosner bardziej, niż fakt że te oczy lewitują? Nie są doczepione do żadnego ciała- ludzkiego czy zwierzęcego. Ciemność, a pośrodku tej ciemności para oczu. Jak się okazało smutnych oczu.
-Smutne?- zdziwił się William. Matka popatrzyła na niego z politowaniem.
-Ojciec namieszał ci w głowie tak bardzo, że bez niego nie zauważasz podstawowych rzeczy, Will.- odparła z gorzkim uśmiechem.
-Daj spokój, mamo.- spuścił głowę zawstydzony. Zack poklepał go po plecach i kiwnął do Nathaniela.
-My pójdziemy teraz na górę, ustalić dalszy plan działania...- rzucił brunet.
Chwycił przyjaciela za przód koszulki i pociągnął za sobą. Nath skrzywił się skonsternowany.
-O co ci chodzi?- zapytał, gdy wyższy wepchnął go do pokoju.
-Tu naprawdę dzieje się coś nienormalnego.- warknął szarooki.
-Nawet jeśli, to możemy przecież pobawić się w zaklinaczy duchów.- wzruszył ramionami, podchodząc do okna, rozglądając się za czymś ciekawym w ogrodzie pani Rosner.
-To nie jest zabawa, to coś może być niebezpieczne!- krzyknął, a Nathaniel uniósł brwi na niespotykane u Zacka dotychczas zachowanie.
-Wierzysz w to? Boisz się czegoś co już nie żyje?- prychnął, kręcąc głową z politowaniem.
-A jeśli zechce wepchnąć pod pociąg ciebie?- zapytał, wymachując rękami i podchodząc do miejsca, w którym stał Nath.
-Nie zrobi tego.- zapewnił, chcąc przekonać do tego zarówno Zacka, jak i siebie. Odwrócił się od okna, wzdychając ciężko.- Chcę po prostu dowiedzieć się o co tutaj chodzi...
Zachary przesunął dłonią po twarzy, czasami miał już dość pomysłów przyjaciela. Jednak i tak, mimo wszystko, zawsze godził się na to, co wymyślił szatyn.
-Dobra.- powiedział cicho.- Ale to ostatni raz.
-Tak, okay.- uśmiechnął się szeroko tamten.
Pokiwali zgodnie głowami, po czym oboje skierowali wzrok na plecak wypełniony fałszywie magicznymi przedmiotami.
-Teraz potrzebny jest nam prawdziwy sprzęt.- stwierdził Nath, wyjmując telefon z kieszeni.
-Skąd chcesz go wziąć?- zapytał Zack, zbliżając się do przyjaciela, by zajrzeć mu przez ramię. Nath uniósł komórkę, by brunet mógł zobaczyć lepiej to co widniało na jej ekranie.
-Sklep spirycystyczny?- zaśmiał się nisko Zachary.- To pewnie jeszcze gorsi oszuści, niż my...- dodał, kręcąc głową ze śmiechem.
-Warto spróbować.- powiedział obojętnie Nathaniel, zaznaczając lokalizację w Google Maps.
-Skoro tak uważasz.- brunet założył na siebie skórzaną kurtkę i chwycił telefon z szafki nnocnej.
-Wybierasz się gdzieś?
-Jeśli mamy tam jechać, powinniśmy zrobić to w tej chwili.- powiedział Zack.- To półtorej godziny stąd. Powiem Willowi, że potrzebujemy auta.- ruszył do drzwi, nie czekając na słowa aprobaty ze strony przyjaciela.
-Dobra.- wymamrotał Nath w pustą przestrzeń pokoju.

Zaznaczenie miejsca na mapie nie jest równoznaczne z trafieniem do niego. Zanim dotarli do małego sklepu ukrytego między najwęższymi uliczkami Woodcreek, spędzili ponad dwadzieścia minut na wałęsaniu się po mieście.
-Sklep spirytystyczny!- przeczytał radośnie Aiden, przygniatając obiema rękami swoją czapkę z daszkiem.
-Ziemia obiecana.- westchnął przesadnie Nath, dramatyzując.
-Myślałem, że jesteś ateistą...- rzucił Zack zmieszany słowami przyjaciela
-A co ma jedno do drugiego?
-Nieważne.- prychnął brunet, kręcąc głową z uśmiechem.
Nathaniel wzruszył ramionami obojętnie, podczas gdy Aiden i Will przypatrywali się im uważnie.
-To co? Wchodzimy?- zapytał Aiden.
-Jasne.- kiwnął Zack, a Nathaniel już jedną nogą był w środku.
W pomieszczeniu panował półmrok, małe okno przykrywały wzorzyste firany, zostawiając jedynie małą szparę, przez którą wpadały promienie słońca. Na ścianach wisiały przeróżne łapacze snów i amulety. Nie obyło się bez dziwnych rzeźb i ziół.
-Chyba dobrze trafiliśmy.- szepnął Nath do ucha Zacka, szczerząc się dumnie.
-Nie dzięki tobie.- brunet puścił mu oczko, odwracając się w stronę, z której doszedł ich hałas. Szatyn prychnął tylko, za co szarooki szturchnął go między żebra.
-Dzień dobry.- powiedzieli jeden po drugim, kiedy sprawczyni wspomnianego hałasu wyszła zza ciemnej kotary.
Jej falowane włosy w kolorze lawendy sięgały do ramion, przyciskane z góry przez wianek ze stokrotek. Miała na sobie białą letnią sukienkę i dziergany, beżowy sweter. Na szyi układał się wisiorek z tajemniczo wyglądającą zawieszką.
Teraz Nathaniel był pewien, że dobrze trafili. Ta tutaj wyglądała jak wiedźma, przewiercając ich na wylot swoimi intensywnie jasnoniebieskimi oczami.
-Nazywam się Skye, w czym mogę wam pomóc?- zapytała przyjemnym głosem.
-Chcemy porozumieć się z duchem.- powiedział z przejęciem Nathaniel.
-Ty chcesz.- sprostował Zack, a szatyn spiorunował go wzrokiem.
-Jakiego rodzaju duchem?- dziewczyna obserwowała twarz niebieskookiego, unosząc wyzywająco podbródek.
-Rodzaju?- mruknął chłopak skonsternowany.
-Mhm.- potwierdziła z zadowoleniem.
-A to ma jakieś znaczenie?- prychnął wkurzony.
-Właściwie nie.- uśmiechnęła się chytrze.
-Masz coś, co pomoże mi dogadać się z tym czymś czy nie?- warknął.
-Jasne, że mam.- pochyliła się do przodu, opierając łokcie na drewnianym blacie przed sobą.
-To sprzedaj mi to z łaski swojej.- powiedział, mierząc się z nią na spojrzenia. Po chwili spuściła wzrok, poddając się. Sięgnęła do półki z tyłu i zdjęła z niej średniej wielkości tabliczkę.
-Rozstawiasz świece, tworząc sześciokąt, potem wzywasz ducha i zadajesz mu pytania...- rzuciła zdawkowo.
-Ile?- zapytał jedynie.
-Dwadzieścia dolarów.- westchnęła.
Szatyn podał jej pieniądze, dotykając przypadkiem chłodnych palców dziewczyny. Schowała banknoty do kieszeni i wyciągnęła rękę po jeden z amuletów wiszących na ścianie.
-Masz.- wcisnęła go chłopakowi w dłoń.- Przyda ci się.- mruknęła.
-Dzięki.- odparł, ruszając do wyjścia.
-Zapraszam ponownie.- powiedziała.
-Do zobaczenia.- odpowiedział Zack, zerkając na nią.
-Zabawę czas zacząć.- uśmiechnął się Nathaniel, mocno ściskając naszyjnik.

1 komentarz: