-To obsydian.- stwierdził Nathaniel, czytając artykuł na Wikipedii.
-Dlaczego ci to dała?- zapytał Zack.
-Tu jest napisane, że to kamień Koziorożca.- powiedział szatyn, ignorując pytanie przyjaciela.- Skąd wiedziała?- uśmiechnął się do siebie, nadal gapiąc w ekran telefonu.
-Może czarownice wyczuwają takie rzeczy...- rzucił Aiden, zerkając na nich w lusterku.
-Najwidoczniej.- kiwnął Nath, chowając komórkę, by wyrwać naszyjnik z rąk Zacka. Brunet warknął rozdrażniony, nachylając się nad przyjacielem. Obaj dokładnie przyjrzeli się czarnemu, błyszczącemu kawałkowi kamienia oplecionego srebrnymi, wijącymi się na jego powierzchni gałązkami.
-Powinienem to nosić czy zakopać głęboko pod ziemią?- zaśmiał się Nathaniel.
-Ja bym z tym uważał.- Zack zacisnął szczękę, przyglądając się naszyjnikowi z wrogością.
-W takim razie włożę go do kieszeni.- wzruszył ramionami szatyn, robiąc tak jak powiedział.
-Wkładaj go sobie, gdzie chcesz. Tylko żeby nie było, że cię nie ostrzegałem.- burknął brunet.
-Od kiedy ty taki przesądny, Zee?- szatyn szturchnął go w bok, szczerząc się szeroko.
-Od wtedy, kiedy ty taki wesoły.- prychnął, odwracając się do okna.
Nathaniel wywrócił oczami, również zaczynając gapić się na mijane drzewa i budynki. Westchnął głośno, zapominając na chwilę, że nie jest sam. Odchrząknął po chwili, poprawiając się na siedzeniu.
-Co wy na to, żeby jeszcze dziś zahaczyć o nasze tory?- uśmiechnął się na swój genialny pomysł, szukając entuzjazmu także u pozostałych. Na Zacka nie ma co liczyć, pomyślał. Aiden wyluzowany prowadził swoje auto, kiwając głową do piosenki granej w radiu.
Swoją drogą- radio w takim samochodzie? Prawdopodobnie starszym , niż Nathaniel. Jakie prawdopodobnie... Na pewno starszym.
Wracając do sprawy z odwiedzinami nawiedzonego przejazdu kolejowego...
William obrócił się do niego, marszcząc czoło zabawnie.
-Nie lepiej poczekać do jutra?- zapytał.- Robi się ciemno...
-Duchy wolą noc, serio.- puścił mu oczko, na co tamten się zaczerwienił i odwrócił z powrotem.
Nastała cisza.
-To jak?- ponaglił Nath.
-Jedźmy tam, bo nie da nam spokoju.- mruknął wreszcie Zack, nawet nie patrząc na nich. Nathaniel poczuł się urażony.
-Jeśli nie chcecie, nie musimy, przecież...
-Chcemy, chcemy.- przerwał mu Aiden, uśmiechając się szczerze.- Im szybciej to coś zniknie, tym lepiej dla nas.
W tym momencie Nathowi zrobiło się trochę głupio przez to, że okłamali chłopaków. Zerknął na swojego przyjaciela, aa tamten jakby to wyczuł, odwzajemnił spojrzenie, zapewne podzielając jego zdanie na temat oszustwa.
Szatyn przełknął ciężko, spuszczając wzrok na kolana.
Po wysłuchaniu wszystkich piosenek zachowanych z epoki kamienia łupanego, wreszcie dojechali na miejsce. Nie to, że Nath miał coś przeciwko muzyce z poprzedniego wieku. Po prostu nie lubił country, jakie by nie było.
-Sprawdzimy tablicę?- zapytał blondyn, wyjmując kluczyki ze stacyjki.
-Nie mamy świec.- powiedział Nathaniel. Ruszył pewnym krokiem w stronę przejazdu, rozglądając się ostrożnie, pozostawiając resztę za sobą.
-Chcesz się z nami porozumieć?- zapytał, kiedy zatrzymał się przy metalowej barierce. Nic.
-Daj nam znak.- poprosił, uważnie obserwując otoczenie. Zauważył, że Zack stał kilka metrów od niego, jakby czekając w pogotowiu, by zagarnąć go w swoje bezpieczne ramiona. Uśmiechnął się delikatnie, kontynuując obserwację.
-Zrób cokolwiek.- odezwał się ponownie. Szukał wskazówek od istoty wokoło, ale nie zobaczył niczego szczególnego.
Chłód ogarnął jego zewnętrzną część dłoni. Sapnął zaskoczony, zabierając ją odruchowo. Odetchnął głęboko, widząc, że nikt obok niego nie stoi. To musiał być wiatr, pomyślał.
-Nie!- rozległ się przepełniony rozpaczą wrzask. Oczy wszystkich rozszerzyły się ze strachu, a Zack po chwili odrętwienia przyciągnął przyjaciela do siebie, rozglądając się nerwowo.
-Co to było?- wykrztusił Nathaniel.- Też to słyszeliście, prawda?- zapytał, a kiedy odwrócił się do nich, zobaczył, że kiwają twierdząco głowami.
-Chodźmy stąd.- powiedział twardo Zack, prowadząc go na siłę w stronę samochodu.
-Skąd dobiegał ten dźwięk?- rzucił z przejęciem Aiden, odpalając silnik.
-Z powietrza, po prostu, nie wiem jak to się stało.- mamrotał bojaźliwie William, wsiadając do auta.- Najgorsze jest to, że gdzieś już słyszałem ten głos...
-Poprzedniej nocy.- westchnął Zack.
-Co? Ja niczego nie słyszałem.- zmieszał się szatyn.
-Bo nie dało się cię obudzić.
Chcę więcej ! :3
OdpowiedzUsuń