-To jak?- Nathaniel uśmiechnął się szeroko, kiedy wyobrażał już sobie jak może wyglądać dom Howardów.- Idziemy teraz czy w nocy?
-Nigdy nie pójdę tam w nocy.- oznajmił od razu Aiden, kręcąc energicznie głową.
-W sumie to i tak nikt tego teraz nie pilnuje...- wzruszył ramionami William, patrząc na każdego z nich z osobna, by sprawdzić reakcje.- Ja jestem za tym, by iść teraz, Aiden chyba też...
-Jestem bardzo za tym, Willy.- stanął obok niego, z przyzwyczajenia poprawiając niebieską czapkę.
-Będziecie tutaj tak stać czy może pójdziemy tam wreszcie...- westchnął Zack, bawiąc się swoim aparatem.
Nathaniel dźgnął go palcem w żebra, po czym wyszedł z domu Rosnerów. Brunet moment później dogonił go i klepnął w tyłek. Nath spojrzał na niego pytająco, na co tamten tylko uśmiechnął się cwanie.
Aiden i William pojawili się po chwili na zewnątrz, pierwszy podrzucając kluczyki od swojego auta, a drugi nakładając na siebie fioletową bluzę z kapturem.
Jechali około pięciu minut, gdy Nath zapytał- Daleko jeszcze?- jęcząc jak małe dziecko.
-Jakieś 5 kilometrów.- powiedział Aiden, rozluźniając się w fotelu.
Szatyn uderzył czołem o szybę, gdy próbował oprzeć o nią głowę i warknął cicho, masując bolące miejsce. Patrzył na mijane przez nich drzewa, które rozmazywały się, tworząc mieszaninę zieleni i brązu. Westchnął, sięgając wzrokiem dalej, na stojące w oddali budynki. Im dłużej jechali, tym robiły się one mniejsze, aż w końcu widok przesłoniły my gęste drzewa i krzaki. Ścisnął dłonią czarny kamień, który wisiał na jego szyi, schowany pod białą koszulką.
-Jesteśmy na miejscu, panowie.- rzucił blondyn, przekręcając swoją czapkę daszkiem do tyłu i wysiadając z samochodu z głośnym trzaśnięciem drzwiami.
Rozejrzeli się wokół, czasami unosząc brwi na to, co widzieli. Stare, porośnięte bluszczem rzeźby z marmuru leżały porozrzucane w częściach po całym "ogrodzie", który z kolei przypominał zwykłą, leśną polanę.
-Chyba popsuła im się kosiarka.- rzucił Nath, szczerząc się do załamanego tym co powiedział Zacka.
-Chcecie, um, wejść do środka?- zapytał Will, patrząc na nich szczenięcym wzrokiem.
-Chyba tak... Skoro ten cały Alexander chce, żeby mu pomóc.- stwierdził brunet, patrząc na Natha, by dostać potwierdzenie swoich słów. Szatyn uśmiechnął się tylko i skierował do drzwi frontowych.
-Nic z tego, Nath, te drzwi...- zaczął William, jednak przerwał mu chrzęst i skrzypnięcie wielkich, drewnianych drzwi.-...nie są zamknięte.- dokończył zdziwiony.
-Hej, jak to zrobiłeś?!- Aiden wbiegł na dużą, kamienną werandę, stając obok zadowolonego z siebie chłopaka.
-Ma się te sposoby.- wzruszył ramionami z zarozumiałym uśmieszkiem. "Wystarczy po prostu przekręcić klamkę", pomyślał szatyn, nadal jednak nie pokazując swojego zmieszania sytuacją reszcie. Te drzwi wcale nie były zamknięte...
Przekroczyli próg niepewnie, a Will zaciągnął się powietrzem, próbując udowodnić, że ten ohydny zapach, o którym mówili z Aidenem, nadal unosił się w środku. Poczuł jednak tylko woń spróchniałego drewna i wilgoci.
Nathaniel nie przejmując się wahaniem reszty, bez namysłu zaczął zwiedzać willę, dotykając woskowanych mebli, oglądając dokładnie kozetkę obitą nadal błyszczącym, burgundowym materiałem.
-Cholera, ładnie tutaj.- podsumował, podchodząc do dużego lustra w pozłacanej ramie.
-Jak to się stało, że jeszcze nikt tego stąd nie wyniósł?- zainteresował się Zack, ściągając brwi podejrzliwie. Zrobił kilka zdjęć.
-Wszyscy uważają, że ten dom jest nawiedzony...- wyjaśnił obojętnie Aiden, podchodząc do Natha, który zbliżył się bardziej do lustra.
-Co jest...- burknął, nachylając się nad zakurzoną powierzchnią. Przetarł dłonią zwierciadło i odskoczył od niego z dziewczęcym piskiem.- Kurwa!- krzyknął po chwili, cofając się, aż wpadł na Zacka, ponownie wrzeszcząc.
-Whoah! Spokojnie, bro.- brunet poklepał go po ramieniu.
-Spójrz mi w oczy, Zack!- krzyknął Nath, gapiąc się szeroko otworzonymi oczami w swoje odbicie.
Zack wychylił się zza jego pleców, patrząc na wystraszone, modre tęczówki.- Nie w te... szatyn chwycił jego szczękę, odwracając do lustra i... wow.
-Jak oni to zrobili?- Zack podszedł do gładkiej tafli i przejechał palcami w miejscu gdzie powinno znajdować się spojrzenie jego przyjaciela.
-O cholera. Może to jakieś cyrkowe lustro, z trickami...- powiedział Aiden, z zainteresowaniem podchodząc bliżej.
-Zamrugaj, Nath.- polecił Zack, uważnie obserwując lustro.- Zrobiłeś to?
-T-tak.- zająknął się szatyn.
-Jakbym już je gdzieś widział.- stwierdził William. Sięgnął do zawieszonego na szyi Zacka aparatu, włączając galerię.- Mam.- oznajmił po chwili.
-Co "masz"?- zapytał Zack, zaglądając w ekran.
-Wszystko się zgadza: zielone, smutne oczy...- powiedział Will, patrząc raz na lustro, a raz na ekran.
Nathaniel podszedł do lustra, dotykając zielonych tęczówek, które wpatrywały się w niego z bólem. Po policzku odbicia spłynęła pojedyncza łza, a niebieskooki dotknął swojej skóry, by nie znaleźć na niej słonej cieczy, a suchą powierzchnię.
Spojrzał jeszcze raz w zapłakane oczy. Zostały natychmiast zakryte powiekami, a kiedy ponownie ujrzały światło dzienne, ich tęczówki były niebieskie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz