środa, 1 lipca 2015

Rozdział 4

Około godziny dziewiętnastej, kiedy zaczęło się ściemniać, cała czwórka ponownie ruszyła na przejazd kolejowy. W mroku to miejsce naprawdę wyglądało podejrzanie, ale chłopcy nie wierzyli w życie po śmierci, więc szli pewnie w stronę zabezpieczeń wokół torów.
-Myślę, że powinniśmy zrobić zdjęcia.- Nathaniel zwrócił się do Zacka.
-Racja.- brunet wyjął ze swojego plecaka aparat fotograficzny i zbliżył się do żelaznej konstrukcji.
William i Aiden stali w bezpiecznej odległości od przejazdu, obserwując uważnie poczynania "ekspertów".
-Coś na nich widać?- zapytał po pewnym czasie Aiden, poprawiając swojego niebieskiego snapbacka.
-Formy nadprzyrodzone mogą wykazać swoją obecność na zdjęciach nawet po latach.- oznajmił fachowo Nathaniel, przybierając poważny wyraz twarzy.- Jednak mamy nadzieję, że w tym przypadku pokażą się od razu.- uśmiechnął się delikatnie.
Tamci pokiwali głowami, nie odzywając się, gdy Zack nadal robił zdjęcia, wyginając się na różne sposoby, by uzyskać jak najrozmaitsze ujęcia.
Nathaniel zaśmiał się pod nosem, podchodząc do niego.
-Nie wczuwaj się tak, stary.- powiedział, klepiąc go po plecach. Zack wzruszył jedynie ramionami, prostując się i oglądając fotografie, które zrobił przed chwilą.
-Nic.- westchnął ciężko.
-Na razie nic.- poprawił go szatyn.
Wyjął z kieszeni dyktafon i spojrzał na pozostałych.
-Spróbujemy nawiązać z nimi kontakt.- powiedział.
-Wywołasz ducha?- oczy blondyna powiększyły się komicznie.
-Spróbuję z nim porozmawiać.- wyjaśnił. Włączył dyktafon, zastanawiając się jakich słów użyć.
-Duchu tego miejsca, słyszysz mnie?- zapytał głośno. Cisza.
-Daj nam jakiś znak.- poprosił. Nadal nic się nie działo.
-Duchu tego miejsca, odezwij się do nas.- powiedział poważnie.
Pozostała trójka wstrzymywała oddech, lustrując otoczenie wokół.
Nathaniel pokręcił głową z rozczarowaniem.
-Prawdopodobnie nie chce nas tutaj.- powiedział, wyłączając dyktafon i ruszając w stronę reszty, jednak nagle zatrzymał się wpół kroku. Zmarszczył brwi, rozglądając się dookoła.
-Słyszycie to?- zapytał.
-Co?- odezwał się William, a Aiden przełknął głośno ślinę.
-Nie żartujcie sobie.- rzucił Nath, patrząc na swojego przyjaciela. Zack ruszył w jego stronę, nachylając się blisko.
-Co tym razem chcesz im wcisnąć? Nie ustalaliśmy tego wcześniej...- wyszeptał, poddenerwowany improwizacją Nathaniela.
-Nie mówisz poważnie.- niższy spojrzał mu w oczy ze zdezorientowaniem.
Zack nic już nie rozumiał.
-Jak to? Naprawdę coś słyszysz?- zapytał poważnie.
-Ktoś płacze.- powiedział pewnie Nathaniel.- Nie da się tego nie usłyszeć.
-Co ty bredzisz?- brunet westchnął ze złości. Mogli razem wkręcać klientów, ale nie siebie nawzajem.
-Ktoś płacze, Zack. Nie mów, że tylko ja to słyszę.- szatyn złapał go za ramię i ścisnął mocno.
-Cholera, Nath, brałeś coś?!- krzyknął na niego, a szatyn sapnął przez frustrację, która go ogarnęła.
-Wy też nie słyszycie? Może ktoś potrzebuje pomocy.- rzucił, rozglądając się.
Ruszył w stronę torów, puszczając ramionami Zacka.
-Hej, gdzie jesteś?- powiedział w ciemność. Łkanie zaczęło słabnąć, a po chwili całkowicie ucichło, jakby od początku istniało jedynie w głowie Nathaniela.
-Co do kurwy.- warknął, zaciskając pięści, kiedy przeszedł go chłodny dreszcz.
-Wracajmy.- powiedział cicho William.- Zaraz dwudziesta pierwsza.
Nathaniel spuścił wzrok na swój zegarek. Wskazywał on równo północ.
-Chyba popsuł mi się zegarek.- powiedział tylko, a potem skierował się prosto do samochodu.
Nikt nie odzywał się podczas drogi powrotnej.

1 komentarz:

  1. Łoooooo *-* Jaram się, 4 rozdział a już kocham tego bloga ! Pisz dalej pisz :3

    OdpowiedzUsuń