niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 12

Nathaniel podskoczył na łóżku zlany potem, oddychając szybko i bojąc się o swoje serce, które uderzało zbyt mocno o żebra.
-Co jest?- Zack mruknął śpiąco, wyplątując się z pościeli.
-Przywiązali mnie, nie potrafiłem się ruszyć, oni na mnie patrzyli, a ja nie mogłem nic zrobić i usłyszałem hałas, ktoś kopnął moją głowę, jechał na mnie pociąg i on... wtedy ja...- mamrotał szatyn, nie zauważając, kiedy jego przyjaciel przyciągnął go do siebie i przytulił.
-To tylko sen.


Zack i Aiden następnego ranka wybrali się ponownie do Woodcreek, gdzie poprzednim razem kupili tabliczkę do rozmów z duchami.
-Myślisz, że ta dziewczyna, Skye, znowu tam będzie?- odezwał się nieśmiało blondyn, nie patrząc na Zacka.
-Spodobała ci się co?- brunet uśmiechnął się cwaniacko, rozsiadając wygodniej na starym fotelu samochodu Aidena.
-Jest ładna, nie zaprzeczę.- odwzajemnił uśmiech, zerkając przelotnie na szarookiego. Tamten kiwnął tylko krótko, wpatrując się w rozciągający się przed nim widok.
-Ale to czarownica.- rzucił cicho.
-Wierzysz w takie rzeczy?- blondyn uniósł brwi.
-Od kiedy mój najlepszy przyjaciel komunikuje się z duchami... tak.- westchnął.
-Czyli wcześniej, to wszystko, to był tylko jeden, wielki teatrzyk.- powiedział Aiden obojętnym tonem, unosząc jednak lekko kąciki ust.
-Mhm.
-Nie mieliście żadnych wyrzutów sumienia, biorąc od ludzi pieniądze za nic?- chłopak zdecydowanie był bardzo bezpośredni.
-W zasadzie to trochę im pomagaliśmy.- brunet wzruszył ramionami, przyglądając się granatowo-czerwonym kratkom na swojej koszuli.
-Co masz na myśli?
-No wiesz... Ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, jeśli umiesz ich przekonać, że to co słyszeli lub widzieli odeszło, w pewien sposób im pomagasz.- wyjaśnił, przypominając sobie te wszystkie starsze panie wierzące w zabobony, ludzi obsesyjnie skupiających się na nieodpowiednich sprawach, porzucających normalne życie na rzecz tropienia nieistniejących stworzeń.
-Oh.
-Tak.
-Ale teraz coś się zmieniło.- mruknął niepewnie chłopak, zaciskając dłonie na kierownicy.
-Tak myślę, macie chyba prawdziwego ducha.- zaśmiał się, obserwując zaniepokojonego blondyna.


Nath razem z Williamem udali się z powrotem do ratusza, by znaleźć coś więcej na temat Alexandra Howarda.
Nie było jednak niczego oprócz kawałka gazety w kieszeni spodni szatyna.
-Nie wydaje mi się, żeby było tu coś więcej, Nath.- oznajmił po jakimś czasie William, odkładając stertę papierów na półkę.- To wygląda jakby chcieli koniecznie zatrzeć ślady jego istnienia.- mruknął pod nosem.
-Bo może właśnie tak było?- Nathaniel wstał z drewnianego krzesła, które stało w rogu i odłożył czerwony segregator na miejsce.
-Może popełnił jakieś przestępstwo?- podsunął Will, patrząc pytająco na szatyna.
Nath tylko wzruszył ramionami i ruszył do drzwi, czując nagłą potrzebę znalezienia się w pokoju Alexa- jak nazywał go od początku.
Było mu żal tego chłopaka, ale wkrótce miało się to skończyć.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz