Nathaniel podskoczył na łóżku zlany potem, oddychając szybko i bojąc się o swoje serce, które uderzało zbyt mocno o żebra.
-Co jest?- Zack mruknął śpiąco, wyplątując się z pościeli.
-Przywiązali mnie, nie potrafiłem się ruszyć, oni na mnie patrzyli, a ja nie mogłem nic zrobić i usłyszałem hałas, ktoś kopnął moją głowę, jechał na mnie pociąg i on... wtedy ja...- mamrotał szatyn, nie zauważając, kiedy jego przyjaciel przyciągnął go do siebie i przytulił.
-To tylko sen.
Zack i Aiden następnego ranka wybrali się ponownie do Woodcreek, gdzie poprzednim razem kupili tabliczkę do rozmów z duchami.
-Myślisz, że ta dziewczyna, Skye, znowu tam będzie?- odezwał się nieśmiało blondyn, nie patrząc na Zacka.
-Spodobała ci się co?- brunet uśmiechnął się cwaniacko, rozsiadając wygodniej na starym fotelu samochodu Aidena.
-Jest ładna, nie zaprzeczę.- odwzajemnił uśmiech, zerkając przelotnie na szarookiego. Tamten kiwnął tylko krótko, wpatrując się w rozciągający się przed nim widok.
-Ale to czarownica.- rzucił cicho.
-Wierzysz w takie rzeczy?- blondyn uniósł brwi.
-Od kiedy mój najlepszy przyjaciel komunikuje się z duchami... tak.- westchnął.
-Czyli wcześniej, to wszystko, to był tylko jeden, wielki teatrzyk.- powiedział Aiden obojętnym tonem, unosząc jednak lekko kąciki ust.
-Mhm.
-Nie mieliście żadnych wyrzutów sumienia, biorąc od ludzi pieniądze za nic?- chłopak zdecydowanie był bardzo bezpośredni.
-W zasadzie to trochę im pomagaliśmy.- brunet wzruszył ramionami, przyglądając się granatowo-czerwonym kratkom na swojej koszuli.
-Co masz na myśli?
-No wiesz... Ludzie wmawiają sobie różne rzeczy, jeśli umiesz ich przekonać, że to co słyszeli lub widzieli odeszło, w pewien sposób im pomagasz.- wyjaśnił, przypominając sobie te wszystkie starsze panie wierzące w zabobony, ludzi obsesyjnie skupiających się na nieodpowiednich sprawach, porzucających normalne życie na rzecz tropienia nieistniejących stworzeń.
-Oh.
-Tak.
-Ale teraz coś się zmieniło.- mruknął niepewnie chłopak, zaciskając dłonie na kierownicy.
-Tak myślę, macie chyba prawdziwego ducha.- zaśmiał się, obserwując zaniepokojonego blondyna.
Nath razem z Williamem udali się z powrotem do ratusza, by znaleźć coś więcej na temat Alexandra Howarda.
Nie było jednak niczego oprócz kawałka gazety w kieszeni spodni szatyna.
-Nie wydaje mi się, żeby było tu coś więcej, Nath.- oznajmił po jakimś czasie William, odkładając stertę papierów na półkę.- To wygląda jakby chcieli koniecznie zatrzeć ślady jego istnienia.- mruknął pod nosem.
-Bo może właśnie tak było?- Nathaniel wstał z drewnianego krzesła, które stało w rogu i odłożył czerwony segregator na miejsce.
-Może popełnił jakieś przestępstwo?- podsunął Will, patrząc pytająco na szatyna.
Nath tylko wzruszył ramionami i ruszył do drzwi, czując nagłą potrzebę znalezienia się w pokoju Alexa- jak nazywał go od początku.
Było mu żal tego chłopaka, ale wkrótce miało się to skończyć.
niedziela, 9 sierpnia 2015
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Rozdział 11
Nathaniel przylgnął do lustra, dotykając miejsca, w którym znajdowały się przed chwilą piękne, zielone oczy.
-Jak to m-możliwe?- jego gardło zacisnęło się żałośnie przy ostatnim słowie.
-Lepiej już stąd chodźmy.- powiedział Zack, przyciągając go do siebie i prowadząc do wyjścia. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a wiszące nad nimi kinkiety zapłonęły jasnym ogniem.
Chłopcy popatrzeli na siebie, by po chwili zacząć krzyczeć.
Nath odsunął się od Zacka, cofając się do środka.
-Alex?- odezwał się, patrząc w bliżej nieokreślony punkt.- Nigdzie się nie wybieramy, pomożemy ci.- powiedział głośno i powoli, zerkając na kinkiety, które zaczęły przygasać. Ścisnął obsydian, co już wchodziło mu w nawyk.
-Cholera, Nath, jak to robisz.- Aiden rzucił, patrząc w sufit, jakby szukał czegoś.- Na początku nie wierzyłem, myślałem, że jesteście oszustami, za co przepraszam, ale teraz... teraz serio wam wierzę.- wybełkotał, kontynuując lustrowanie pomieszczenia po milimetrze.
-W zasadzie, to nie masz za co przepraszać...- westchnął Martin, spuszczając wzrok na swoje buty.
-Tak jakby trochę nazmyślaliśmy, ale jak widać naprawdę możemy kontaktować się z duchami, więc tak do końca, to nie można powiedzieć, że kłamaliśmy...- wymamrotał Nathaniel, idąc powoli za wyjątkowo ciekawym zapachem w stronę schodów prowadzących na piętro. Nie przejął się zbytnio tym, że to co powiedział było prawdopodobnie niezrozumiałe. Zatrzymał się dopiero, kiedy drewno pod jego nogami zaskrzypiało przeraźliwie, Ten dom miał pewnie ze sto pięćdziesiąt lat, oczywiste, że schody nie są w najlepszym stanie, pomyślał szatyn, przełykając ciężko ślinę.
-Czyli nie zajmujecie się tym zawodowo?- zapytał niepewnie William, śledząc ruchy Nathaniela.
-Zajmujemy się.- powiedział Zack.
-Ale skoro...
-To skomplikowane.- wzruszył ramionami brunet, również patrząc na poczynania przyjaciela.
Prawda była taka, że po prostu nie chciało im się pracować, zajmować się czymś przy czym rzeczywiście byłoby dużo roboty. Dlatego po długich rozmyślaniach na ten temat i po bezsensownym wpatrywaniu się w skromny telewizor w ich poprzednim mieszkaniu, wymyślili coś na czym mogli dużo zarobić, nie męcząc się zbytnio.
Szatyn pokonał już wszystkie, wydające niepożądane odgłosy, stopnie. Znajdował się na piętrze, które zdecydowanie różniło się od tego co zastali na parterze. Tutaj czas jakby się zatrzymał. Ściany pokryte były brązowo białą tapetą w poprzeplatane ze sobą liście i kwiaty. Korytarz oświetlały pozłacane kinkiety, podobne do tych na dole, jednak mniejsze i bardziej zdobione. Znajdujące się tam świece były ledwo nadpalone, wosk nie zdążył jeszcze spłynąć do samego dołu. Na wprost duże okno rozświetlało pomieszczenie promieniami zachodzącego właśnie słońca. Zdawało się ono dopasować idealnie do ram tego okna.
Nagle drzwi jedno z pokoi otworzyły się bezgłośnie, wyrywając Natha z zamyślenia i sprawiając, że krzyknął niemęsko, przywołując tym Zacka.
-W porządku?- rzucił Aiden z dołu, również ruszając po schodach na piętro. Jedynie William pozostał na swoim miejscu z rozszerzonymi ze strachu oczami.
-Nie.- odpowiedział krótko Nath, ruszając w stronę otwartych drzwi.
Pokój, w którym teraz stali był naprawdę sporej wielkości. W centralnej części znajdowało się duże łoże małżeńskie z baldachimem, a naprzeciwko kominek.
-Gustownie.- stwierdził Zack, unosząc brwi na widok dużego obrazu wiszącego na jednej ze ścian.
-Wow, ten gościu musiał im coś zrobić.- odezwał się blondyn, wskazując na postać z płótna, której twarz została rozpruta długim cięciem. Nathaniel podszedł bliżej, próbując złączyć cienki materiał, by zobaczyć twarz chłopaka, jednak na marne. Spuścił wzrok niżej- na śnieżnobiałą koszulę przykrytą bordową, wzorzystą kamizelką i czarnym frakiem z dwoma rzędami złotych guzików.
Szatyn poczuł zimno na swojej prawej dłoni i ukłucie w klatce piersiowej.
-Jak ci pomóc?- zapytał, przesuwając palcami drugiej ręki po rozcięciu.
Szyba w oknie obok zadrżała głośno, a płomienie świec wygięły się dziwnie.
Drzwi zamknęły się same, tak jak wcześniej otworzyły, a cała trójka spojrzała na nie z pędzącymi szybko sercami. Usłyszeli stłumiony przez drewno głos Willa, a po chwili stukanie do drzwi.
Kiedy Zack i Aiden próbowali otworzyć zatrzaśnięte drzwi, Nath odwrócił się z powrotem do obrazu i zamrugał kilkakrotnie. Tam gdzie przez rozcięcie prześwitywało drewno pojawiło się ciemnoczerwone:"Uwolnij mnie".
-Zrobię to.
-Jak to m-możliwe?- jego gardło zacisnęło się żałośnie przy ostatnim słowie.
-Lepiej już stąd chodźmy.- powiedział Zack, przyciągając go do siebie i prowadząc do wyjścia. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a wiszące nad nimi kinkiety zapłonęły jasnym ogniem.
Chłopcy popatrzeli na siebie, by po chwili zacząć krzyczeć.
Nath odsunął się od Zacka, cofając się do środka.
-Alex?- odezwał się, patrząc w bliżej nieokreślony punkt.- Nigdzie się nie wybieramy, pomożemy ci.- powiedział głośno i powoli, zerkając na kinkiety, które zaczęły przygasać. Ścisnął obsydian, co już wchodziło mu w nawyk.
-Cholera, Nath, jak to robisz.- Aiden rzucił, patrząc w sufit, jakby szukał czegoś.- Na początku nie wierzyłem, myślałem, że jesteście oszustami, za co przepraszam, ale teraz... teraz serio wam wierzę.- wybełkotał, kontynuując lustrowanie pomieszczenia po milimetrze.
-W zasadzie, to nie masz za co przepraszać...- westchnął Martin, spuszczając wzrok na swoje buty.
-Tak jakby trochę nazmyślaliśmy, ale jak widać naprawdę możemy kontaktować się z duchami, więc tak do końca, to nie można powiedzieć, że kłamaliśmy...- wymamrotał Nathaniel, idąc powoli za wyjątkowo ciekawym zapachem w stronę schodów prowadzących na piętro. Nie przejął się zbytnio tym, że to co powiedział było prawdopodobnie niezrozumiałe. Zatrzymał się dopiero, kiedy drewno pod jego nogami zaskrzypiało przeraźliwie, Ten dom miał pewnie ze sto pięćdziesiąt lat, oczywiste, że schody nie są w najlepszym stanie, pomyślał szatyn, przełykając ciężko ślinę.
-Czyli nie zajmujecie się tym zawodowo?- zapytał niepewnie William, śledząc ruchy Nathaniela.
-Zajmujemy się.- powiedział Zack.
-Ale skoro...
-To skomplikowane.- wzruszył ramionami brunet, również patrząc na poczynania przyjaciela.
Prawda była taka, że po prostu nie chciało im się pracować, zajmować się czymś przy czym rzeczywiście byłoby dużo roboty. Dlatego po długich rozmyślaniach na ten temat i po bezsensownym wpatrywaniu się w skromny telewizor w ich poprzednim mieszkaniu, wymyślili coś na czym mogli dużo zarobić, nie męcząc się zbytnio.
Szatyn pokonał już wszystkie, wydające niepożądane odgłosy, stopnie. Znajdował się na piętrze, które zdecydowanie różniło się od tego co zastali na parterze. Tutaj czas jakby się zatrzymał. Ściany pokryte były brązowo białą tapetą w poprzeplatane ze sobą liście i kwiaty. Korytarz oświetlały pozłacane kinkiety, podobne do tych na dole, jednak mniejsze i bardziej zdobione. Znajdujące się tam świece były ledwo nadpalone, wosk nie zdążył jeszcze spłynąć do samego dołu. Na wprost duże okno rozświetlało pomieszczenie promieniami zachodzącego właśnie słońca. Zdawało się ono dopasować idealnie do ram tego okna.
Nagle drzwi jedno z pokoi otworzyły się bezgłośnie, wyrywając Natha z zamyślenia i sprawiając, że krzyknął niemęsko, przywołując tym Zacka.
-W porządku?- rzucił Aiden z dołu, również ruszając po schodach na piętro. Jedynie William pozostał na swoim miejscu z rozszerzonymi ze strachu oczami.
-Nie.- odpowiedział krótko Nath, ruszając w stronę otwartych drzwi.
Pokój, w którym teraz stali był naprawdę sporej wielkości. W centralnej części znajdowało się duże łoże małżeńskie z baldachimem, a naprzeciwko kominek.
-Gustownie.- stwierdził Zack, unosząc brwi na widok dużego obrazu wiszącego na jednej ze ścian.
-Wow, ten gościu musiał im coś zrobić.- odezwał się blondyn, wskazując na postać z płótna, której twarz została rozpruta długim cięciem. Nathaniel podszedł bliżej, próbując złączyć cienki materiał, by zobaczyć twarz chłopaka, jednak na marne. Spuścił wzrok niżej- na śnieżnobiałą koszulę przykrytą bordową, wzorzystą kamizelką i czarnym frakiem z dwoma rzędami złotych guzików.
Szatyn poczuł zimno na swojej prawej dłoni i ukłucie w klatce piersiowej.
-Jak ci pomóc?- zapytał, przesuwając palcami drugiej ręki po rozcięciu.
Szyba w oknie obok zadrżała głośno, a płomienie świec wygięły się dziwnie.
Drzwi zamknęły się same, tak jak wcześniej otworzyły, a cała trójka spojrzała na nie z pędzącymi szybko sercami. Usłyszeli stłumiony przez drewno głos Willa, a po chwili stukanie do drzwi.
Kiedy Zack i Aiden próbowali otworzyć zatrzaśnięte drzwi, Nath odwrócił się z powrotem do obrazu i zamrugał kilkakrotnie. Tam gdzie przez rozcięcie prześwitywało drewno pojawiło się ciemnoczerwone:"Uwolnij mnie".
-Zrobię to.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)